sobota, 2 czerwca 2012

Sobotnie marudzenie

Maj minął, ale mnie nie mogą ominąć złe przeciwności życia, które odbierają chęć na cokolwiek. Staram się funkcjonować, bo to co wokół mnie się dzieje, nie można nazwać pełnią życia. Ile jeszcze zła, dam radę unieść, sama nie wiem i wolę się nad tym nie zastanawiać, bo wtedy chwilami autentycznie mam dość stawiania stóp na ziemi.
Deszczowa depresja? Nie nazwałabym mojego stanu w ten sposób, bo usilnie bronię się przed rozpadnięciem wnętrza na dobre, które sklejam jak rozbite szkło. Chwile, które kaleczą pozostawiają rany – bolesne. Chwilami nie umiem nawet zebrać myśli, stąd milczenie na moim blogu. Szczegóły pozostawię sobie, bo i tak są one moją bolączką.
Wczorajszy pierwszy czerwca – deszczowy piątek dał mi do wiwatu, ale nie zapomniałam o swoich dzieciach, których nie mogłam zabrać na jakiś fajny spacer, bo pogoda odstraszała. W domu kolejną atrakcją był brak prądu, który cały dzień zanikał na długie godziny. Godziny jednak nie dłużą się, bo znikają jak w przyspieszonym tempie, przypominającym kadry starych filmów. Jednak moje godziny nie bawią mnie. Bo nie miałam prądu, skończył mi się gaz, a herbatę wypiłam dopiero koło dwudziestej pierwszej.
Pocieszam się jednak faktem, że czerwiec dopiero się zaczął i może przyniesie małe chwilki radości, które i tak swoje źródło powstania mają niestety z chwil, w których muszę zaciskać zęby. Być może to jest zawiłe co piszę, ale jestem w pracy, jest zimno, pada deszcz, a moja głowa zmęczona jest od nadmiaru problemów. Wiem, każdy je ma, ale wcale mnie to nie pociesza.
Na dzisiaj i jutro Sokółka zaplanowała atrakcje dla mieszkańców, które mają związek z ówczesnymi Dniami Sokółki, a które teraz odbywać się będą pod inną nazwą ale jej nie przytoczę, bo ma związek z drobiem. No cóż nie ma to jak kurczak, kura i jajko. Koko Koko Sokółka spoko przewija mi się w umyśle. Może dlatego niebo sobie płacze nad tym, iż niektórzy myślą tylko żołądkiem.
Wiem, jeść trzeba, ale czy trzeba to robić publicznie? Mnie nie bawią konkursy w jedzeniu jaj na czas, ale rzecz gustu, a o gustach się podobno nie dyskutuje. Planowane imprezy na powietrzu w tak złych warunkach atmosferycznych będą niewypałem, ale na pewno garstka osób pokusi się na te plenerowe moknięcie wśród drobiu.
Jest godzina dziesiąta, do czternastej jeszcze cztery godziny, ale ja już mam dość siedzenia w zimnej atmosferze dnia. Czasami ktoś oderwie mnie od pisania, w którym wylewam swoje rozterki i nawet zaczynam kichać, ale nie na wszystko, bo wiele jeszcze przede mną.
Pocieszam się faktem, że jutro jest niedziela, która nie zmusi mnie do wyjścia do pracy. Podobno jutro też ma padać deszcz.
Za dziewiętnaście dni zaświeci mi chwilowe słonko w uśmiechach dzieci, dla których staram się wymyśleć miłe spotkanie, by ich nie zanudzić. Mam nadzieję, że dam radę pozbierać się na tyle, by spod mojego pióra powstały niecodzienne zagadki dla nich. Mobilizacja wewnętrzna jest bardzo trudna, kiedy… ale o tym pisałam już na początku.
A teraz, żeby tak całkiem nie dołować Was i siebie, napiszę jeszcze o kolejnym miłym wydarzeniu. Otóż portal e–Literaci wydaje drugą Antologię, tym razem są to Poetyckie Powidoki,  w których i ja mam swój udział. Każdy poeta, który chciał, miał szansę zaistnieć w niej z wierszami o swoim mieście lub miejscu na ziemi, które opisał w strofach. Piękna okładka, piękne wydanie już niebawem trafi do moich rąk. To wspaniała niecodzienna przygoda, która codziennie będzie mogła przypominać o ludziach, którzy piórem malują swoje ślady życia.
Adelajda zniknęła z bloga, bo przeszła solidną korektę i w formie książki do wydruku poleciała na konkurs do Świdnicy. Trzymajcie kciuki, by zdobyła nagrodę – tylko jedna książka dostąpi takowego zaszczytu. O wynikach konkursu dowiem się dopiero pod koniec tego roku, którego i tak nie zostało już więcej niż pół.
Wakacje tuż tuż, ale póki co w szkołach trwa jeszcze walka o poprawianie ocen. Mam nadzieję, że moje pociechy dadzą sobie ze wszystkim radę.
Moja córa znów się uśmiecha, bo jej sympatia powraca do zdrowia już w domowym klimacie. Dzielny facet  odwiedził także swoją uczelnię. Teraz musi bardzo dbać o swoje zdrowie i uważać na siebie.
Skoro wkraczam na „ścieżki zdrowia”, to wciąż mam przed oczami kałużę krwi kapiącej z dłoni mojego Ojca, który niefortunnie nadział się ręką na ogrodzenie. Po prowizorycznym opatrzeniu rany pojechaliśmy na pogotowie, a tam rękę zacerowano, po czym na drugi dzień wywiązała się infekcja, zdjęto szwy i zaczęło się leczenie, bo organizm taty trawiła bardzo wysoka gorączka.
To tylko garstka wydarzeń z mojego życia, ale jakże „niecodziennych”, prawda?
Widać każdy musi w życiu doświadczać i dobra i zła. Życie – to jedna wielka, wybrakowana machina kombinacji. Pełna usterek, zgrzytów, pisków, chwilami dobra. Wymyślona przez człowieka w taki sposób, by ten nie mógł być z niej zadowolony i nadal chciał ją udoskonalać aż do ostatniego tchu.
Ale na każde nasze patrzenie na świat, ogromny wpływ mają czynniki panujące na zewnątrz. Z wieloma nie umiem się pogodzić. Wcale nie zależy mi na frykasach i luksusach, ale na tym, by móc godnie żyć, a to w dzisiejszej dobie podwyżek cenowych i płacach, które są poniżej średniej krajowej jest nierealne!
Życie w dwudziestym pierwszym wieku przypomina, a wręcz jest tą samą prehistoryczną walką o przetrwanie, tylko na innych zasadach – „bardziej cywilizowanych”. Jednak czy kiedyś, czy teraz obecnie panuje prawo silniejszego. Kiedyś goniono za zwierzyną, która dawała pełny brzuch i skórę do ogrzania ciała, dzisiaj gonimy za pieniądzem, który nie wystarcza na jedzenie, a opłaty przerastają kieszeń, ale tylko tych uboższych. Niestety nie ma równości wśród ludzkich istnień, nie było i nie będzie! Chwilami czuję się jak człowiek pierwotny, który nie znał dnia ani godziny, kiedy dziki zwierz zapragnął rozszarpać go na strzępy. Takim dzikim zwierzem w moim życiu są niesprawiedliwe ustawy, które niszczą mnie jako jednostkę, która nie ma nic wspólnego z wielkim przedsiębiorcami, a musi płacić haracze (składki ZUS)  w takiej samej kwocie, co ci wielcy obracający wielkimi pieniędzmi. Mnie rozszarpuje bezsilność i brak wpływu na to, że kiedy czytam o ludziach na stanowiskach (które nic, a nic nie wnoszą do życia) stać na obiady za tysiąc złotych (jednorazowy wydatek!), kiedy tyle wynosi moja miesięczna pensja to opadają mi ręce i wrzeszczę na całe gardło: Niech żyje „sprawiedliwość”!
Tylko, mojego wołania nikt nie słyszy i nie usłyszy, bo świat jest głuchy na ludzką biedę, którą każą nam klepać, ci, którym pieniądz sam się pcha do łap i to za niewielki wysiłek. Ktoś powie trzeba było się w życiu lepiej urządzić, ale ja wiem jedno, że z pracy rąk nie da się osiągnąć spokojnego życia. Smutna to prawda i bolesna, jednak nie każdy się z tym zgodzi, nie każdy się musi zgadzać, a żyć z tym wszystkim i tak trzeba.
Dochodzi dwunasta w południe. Przestało padać, ale jest mi coraz zimniej. Niebo zaczyna się przejaśniać, ale ja wciąż mam ciemny nastrój w głowie, którą nagromadzone sprawy skazują na przedwczesne ścięcie – wyrok albo nagroda za całokształt istnienia.
Wiem, że brzmię dzisiaj jak lawina pesymizmu, ale nie umiem mieć różowych okularów na nosie, które chociaż na chwilę malowałyby inne obrazy – dające siłę i napęd do przyjmowania ciosów, batów, razów, które kaleczą psychikę. Stan ducha gorzej jest wyleczyć, bo tu nie wystarczy ani bandaż ani zaklejenie plastrem.
Prowadzę walkę z życiem o miejsce na ziemi i z samą sobą o to, by nie zwątpić w słuszność chęci bycia, która tli się coraz słabszym płomieniem. Może jeszcze nie zgasnę.
Jestem kosmicznie wytrącona z równowagi, ale mimo to muszę uśmiechać się do ludzi, a to jak sami wiecie nie jest łatwe.
Za chwilę trzynasta, ale czas do czternastej będzie się najbardziej dłużył. By moje pisanie nie wydało się dłużyzną nie do przełknięcia zatrzymam się w tym miejscu, by ruszyć z kopyta do obowiązków kończących moją pracę.
Do kolejnego wpisu, może mniej obfitującego w szarą codzienność, tego mi życzcie.
Pozdrawiam.



P.S. Dotarłam do domu, ale w międzyczasie ulewa nawiedzała moje miasto parokrotnie i nadal pada. W ciepłym domu staram się wyciszyć te trudne do okiełznania emocje, które nie biorą się bez przyczyny. 
Zapraszam na blogowy wpis z dziecięcej półki.

niedziela, 27 maja 2012

Niedzielnie

Wczorajszy dzień – Dzień Matki – moje święto, święto mojej Mamy, był niezwykłym dniem, który spędziłam w miłej atmosferze trwającej już od rana. Dzieciaki obdarowały mnie uśmiechem, życzeniami, upominkami i ciastem – krówką. W słodkim nastroju powędrowałam do pracy, a mój Jakub na Międzyszkolny Konkurs Ortograficzny, z którego wrócił z dyplomem
fot. E. Chomko


 i książką w ręku.
fot. E. Chomko

Mój mały Mistrz Ortografii 
                                                                      fot. E. Chomko
znalazł się w czołówce siedmiu najlepszych! Przyniósł mi wspaniały prezent w tak pięknym dniu.

 Dzisiaj jest pierwsza niedziela – wolna od pracy. Za oknem deszcz nuci swoje melodie, którym akompaniowały odgłosy burzy i inne dźwięki. W umyśle jednak nie czuję burzy natchnienia na pisanie. Chociaż krążące wersy, zdania proszą, by je jakoś poukładać.


fot. E. Chomko

Drzewo miłości

kwitnę wspomnieniem czerwieni
płatków zatopionych w szarości
impulsów zielonej myśli.

nieziemskie przyciąganie unosiło
powieki – zaciśnięte tęsknoty
za wiosennym oddechem.

zanim zgaśnie świat w deszczu
schowam słowa pod liśćmi
niepowtarzalnej palety barw-

kolorów miłości do życia.

Napisany 2012.05.27

autor: Barbara Chomko

Poezją życzę Wam jak najmilszego czasu, którym można odnaleźć piękno.


piątek, 25 maja 2012

Piątek - jak koniec i początek.

Ostatnie dwa tygodnie ciągłego napięcia i stresu, wywoływały zmęczenie i brakowało mi chęci by cokolwiek napisać. Poezja również chwilowo usnęła, ale nie próżnowałam, bo zatapiałam się bez reszty w przygotowaniu wydawniczym Adelajdy, która po dodaniu ilustracji osiągnęła efekt i postać książki. Dlaczego tak bardzo poświęciłam swój czas na tę pozycję, napiszę pod koniec tego roku. Teraz potrzymam Was w trwającym dłużej niż chwilę napięciu, które w moim przypadku jest również adrenaliną, napędzającą do odsuwania tego co bolesne, niemiłe, trudne, uciążliwe – po prostu przeciwności, jakie zawsze spotykamy na swojej drodze.  W końcu, jednak nie tylko one dominują nas i wypełniają czas po brzegi. Tylko szkoda, że tych wesołych, miłych i unoszących chwil jest tak mało, zbyt mało, by nie chcieć pragnąć więcej. Pragnienie jednak w porze wiosenno – letniej jest o wiele większe niż w porach, kiedy za oknem szaleją zimowe nastroje aury.
Dzisiejszy dzień jest taki jaki lubię – ciepły, a zarazem chłodny. Trochę pobiegałam jak każdego dnia, w którym trzeba coś załatwić. Praca jak zwykle daje do wiwatu, ale jedynym pozytywem w tym negatywie działań, które są niedochodowe jest fakt, że w końcu mam wolne niedziele! Niedziela – jeden, jedyny dzień na cokolwiek innego niż myśl o pracy, bo przecież ja nie mam urlopów. Dzięki temu wolnemu dniu, może w końcu uda mi się odwiedzić leśne ścieżki, po których nie miałam czasu w tamtym roku podreptać.
 I tak oto drepczę słownie i dosłownie, po tych swoich życiowych ścieżkach wsłuchując się w rytmy muzyczne, które wpadają do ucha nieoczekiwanie.
Dwudziestego pierwszego czerwca o godzinie dziewiątej rano odbędzie się promocja tomiku wierszy dla dzieci. Dzieciaczki dostały już zaproszenia, a tomik już w czerwcu trafi do moich rąk, a potem do rąk dzieci. Mam nadzieję, że ta niezapomniana uroczystość będzie dla nich miłą odskocznią od szkolnej ławki, szczególnie, że tuż przed wakacjami nie bardzo już się chce w niej siedzieć.
Mój synek Jakub przedwczoraj startował w konkursie ortograficznym i z wielką dumą oznajmił mi, że przeszedł do drugiego etapu, który odbędzie się jutro o godzinie dziewiątej rano. Całym sercem będę mu kibicować.
Moja córa Eliza przeżywa ostatnio trudne dni, ale wie, że zawsze może liczyć na moje wsparcie, którego bardzo potrzebował i potrzebuje również jej chłopak. Jest po dość poważnej operacji płuca, ale zdrowieje i nabiera sił. Niedługo opuści mury szpitalne. On wie, że życzę mu jak najszybszego powrotu do zdrowia. Życie nie oszczędziło mu bagażu cierpień, które zniósł dzielnie i teraz czas, by znów promieniał radością przy boku mojej córy, a wtedy i jej buzia będzie szczęśliwa.
Na chwilę obecną nie mam w pracy dostępu do Internetu. Pewnie kiedyś się to zmieni, ale na razie musi być tak jak jest. W pracy jak to w pracy jest co robić. Jednak bywają niewielkie momenty, w których można coś tam napisać. Korzystam z takiej chwili i zbieram myśli w jedną całość, by znów nakręcić umysł na chęć pisania, bo moja powieść czeka, a i wiersze chciałyby się znowu narodzić. Wczoraj wysprzątałam półki, pomyłam szyby, więc dzisiaj, kiedy na zegarze jest godzina piętnasta pozwalam sobie, mając już zrobione wszystko, czego wymaga moja praca, na stukanie w klawisze, od których i tak co chwila jestem odrywana, bo w końcu nadal pracuję. Ktoś powie masło maślane z tego pisania, ale mam nadzieję, że w poślizg słowny nie wpadnie, bo staram się pisać zrozumiale na tyle, na ile chcę być zrozumiana, a to nie jest aż tak trudne. Chociaż wiem, że nie mogę liczyć na zrozumienie u wszystkich, bo to niewykonalne, ale może komuś się uda, a ja wtedy nie będę udawać, że jest mi miło, tylko się będę uśmiechać, bo rzeczywiście tak będzie. Ostatnio mój uśmiech wzbudziła Ola, która pozostawiła miłe słowo w komentarzu. Mój uśmiech wywołała również Kinga i Kamil, którzy włożyli swój wkład do całokształtu Adelajdy, a jutro mam nadzieję na uśmiech moich dzieci, który zawsze wywołuje mój uśmiech. Potem pobiegnę, po pracy do swojej Mamy, której uśmiech zawsze mnie raduje. Ostatnio borykała się z ciągłymi infekcjami dolnych dróg oddechowych, a wtedy i uśmiech bywał na jej twarzy tylko chwilowy, a to zasmuca, bo chciałabym, by w ogóle nie chorowała.
Mam nadzieję, że i Wy nie zapomnicie o swoich mamach. O mnie też nie zapominajcie i śmiało piszcie komentarze, które wywołują radość, a wtedy kolory tańczą w (twoich) moich oczach,
Maj to piękny miesiąc, który dobiega końca, ale przecież nadejdzie czerwiec – równie piękny, bo kwitnący letnim czarem i urokiem ciepłych dni w całej okazałości. Najważniejsze by fantazja nie uleciała ze mnie za szybko.
I tyle napisało mi się w pracy.
Jest już późny wieczór, ale za oknami jeszcze widno i tak będzie aż do czerwca, a potem znów dni będą coraz krótsze, ale póki co nie wybiegam dalej niż kolejne godziny, jakie pokazuje zegar.
Nie będę się już dzisiaj rozpisywać wolę się wsłuchać w piosenkę przy herbacie i pomyśleć, że wonderful life jest nie tylko w snach.




Rozmarzyłam się, ale każdemu wolno marzyć, choćby tylko przez ułamek chwili, jakiej nie zna nikt.
Dobranoc.

piątek, 11 maja 2012

Niecodzienne zaproszenie na poezję wraz z marzeniem.

Dzisiaj zaproszę Was na chwilę z poezją. Inspiracją do wiersza było poniższe zdjęcie autorstwa mojej córki Elizy.


fot. Eliza Chomko


Pomiędzy tym co jest, a nie ma

szukam uśmiechu w objęciach gałęzi
kwitnie wiosenna nadzieja.
drzewa trzeszczą radośniej, niż serce
trwające w tkliwej fascynacji.

wzrok pełga nieśmiało, by nie spłoszyć
chwili z pięknem natury.
każdego dnia oddycham zapachem czasu
ukrytego pod mostkiem. w dźwięku

pozornie cichszym od wiatru, zamienionym
w poszepty, jest ta sama melodia
ze słowami budzi się tęsknota – szalona gonitwa
za rozkwitem poezji z głębi duszy.

Napisany 2012.05.11

autor: Barbara Chomko


A po dawce poezji niech Wam zaśpiewa Małgosia Ostrowska, bo na majowe wzloty (choćby tylko w marzeniach) jeszcze nie jest za późno.


Życzę dobrej nocy tym, co już utulają się do snu i również znikam, a tym mniej ospałym potrzebującym czegoś jeszcze proponuję przeczytać życiobajkę. Czytanie bajek przed snem to mila odskocznia od codzienności.
Zapraszam.

czwartek, 10 maja 2012

Niecodzienne czytanie bajek przedszkolakom - relacja z dzisiejszego spotkania.

W dzisiejszym czwartkowym dniu przeznaczonym na poranki z bajką, spotkałam się 


z moim małymi czytelnikami - pięciolatkami z Przedszkola nr 1 w Sokółce.


Kochane dzieciaczki są niezwykłymi słuchaczami - aktywnymi i chętnymi w zabawie, którą starałam się urozmaicić im czas - miły i zajmujący, ale jakże trudny dla tak małych umysłów, które mają usiedzieć w miejscu i wysłuchać wierszy i opowiadania, które dla nich przygotowałam. 
Dzieciaczki wsłuchiwały się w moje przekazy i żywo uczestniczyły w spotkaniu.


Odpowiadały żywiołowo na moje pytania i z ochotą nawiązywały ze mną dialog słowny, a ja wsłuchiwałam się w ich odpowiedzi z wielką uwagą.


Zabrałam dzieci w słowną podróż do Miśkowej Krainy. Wędrowaliśmy zwrotkami wierszy, a z nami mój przyjaciel miś, którego zabrałam ze sobą. Towarzyszył nam również kot Garfield, którego dzieciaczki rozpoznały i wysłuchały życiobajki napisanej moim piórem.


Za wspaniałe odpowiedzi dzieci zostały nagrodzone magnesikami z uśmiechem, by uśmiech nigdy nie znikał z ich twarzy.
Mogły również wylosować sobie naklejkę.


Kiedy nasza zabawa z czytaniem wierszyków i opowiadania dobiegła końca. Dostałam od dzieci piękny i okazały bukiet czerwonych róż. 

Odważne maleństwo dostało dodatkową naklejkę.


Dzieci obiecały, że kiedyś znów się ze mną spotkają.




Panie z biblioteki również obdarowały mnie podziękowaniem i pięknymi różowymi różyczkami. To była miła niespodzianka.


Moich małych czytelników pożegnałam dobrym słowem i prośbą, by z uśmiechem sięgali po książeczki.


Panie Przedszkolanki otrzymały wspaniałe dyplomy w nagrodę za czynne uczestnictwo w uczeniu dzieci, że biblioteka jest miejscem, które warto odwiedzać i wypożyczać książeczki.


Potem był czas na pamiątkowe zdjęcie z maluszkami.




To już teraz wiecie jak wiele radości przyniosło mi spotkanie z moimi małymi słuchaczami.




Piękne bukiety stojące koło mnie są przypomnieniem tych niecodziennych doznań, jakie mogłam poczuć na spotkaniu z dziećmi.


różowe różyczki
i
czerwone różyczki

Dzięki autorce zdjęć mojej córce Elizie Chomko mogłam podzielić się z Wami swoimi wspaniale spędzonymi chwilami. Jeśli wkrótce uda mi się zmontować film na pewno podzielę się nim z Wami.
Pozdrawiam.

środa, 9 maja 2012

Gorąca relacja z dzisiejszego dnia.

W dniu dzisiejszym powędrowałam na długi spacer, którego celem było spotkanie z moimi czytelnikami. 
autor fot. Eliza Chomko

Spotkanie odbyło się w przytulnej i ciepłej atmosferze biblioteki. 
                                                 autor fot. Eliza Chomko


Książki były i będą dla mnie zawsze klimatem z mojej półki życia.
                                                         autor fot. Eliza Chomko


W kameralnym, ale bardzo miłym gronie zaprezentowałam swoją poezję i prozę. Był nawet czas na babskie życiowe pogaduchy. 


Po wspaniale spędzonych chwilach zostałam obdarowana kwiatami - różowymi tulipanami, które uwielbiam.
                                                   autor fot. Eliza Chomko

Dzień był piękny pod względem aury zewnętrznej i wewnętrznej, która widoczna była na mojej twarzy gołym okiem.

                                                  autor fot. Eliza Chomko

W powrotnym spacerze w progi pracy nie omieszkałam zatrzymać się na chwilę tuż koło drzewa.

                                                autor fot. Eliza Chomko

Piękne tulipany przypominają mi teraz, te dzisiejsze niecodzienne chwile z moimi czytelnikami.

                                            autor fot. Eliza Chomko

Jutro spotkam się z dzieciaczkami z przedszkola, które przywędrują do biblioteki dziecięcej na czwartkowe czytanie bajek. Kochane pięciolatki jutro poznają jedną z moich życiobajkowych opowieści.

wtorek, 8 maja 2012

Majowe spotkanie z czytelnikami - 09.05.2012

Przed chwilką skończyłam nocną wędrówkę pomiędzy swoimi wersami, które przygotowywałam, by zaprezentować je na jutrzejszym spotkaniu z czytelnikami.
Tak, to już jutro 09.05.2012 o godzinie 14:00  spotkam się z dorosłymi odbiorcami mojej poezji i prozy. Spotkanie odbędzie się w sokólskim oddziale Biblioteki Publicznej znajdującej się na Osiedlu Zielonym.
Spotkanie rozpocznę tym oto wierszem.


W drodze do czytelnika

wiosna - chwila z marzeniem,
że piękny świat jest wieczny.
w niewinności rozkwitu
           
szumią gałęzie o drodze
do serca – rytmicznej oazy
umysłu chłonącego poezję.

Napisany 2012.05.08

autor: Barbara Chomko

Jak przebiegło spotkanie na pewno dam Wam znać po powrocie (no może troszkę później, bo będę jeszcze musiała wrócić do pracy).
Majowe dni biegną swoim rytmem, w którym ja w przeciągu tygodnia napisałam pewną opowieść. Zajęta pisaniem i chwilami błogiego lenistwa w wolne dni nie przychodziłam do Was z żadnym nowym słowem, ale wiem, że treści starsze są przez Was również czytane i za to Wam serdecznie dziękuję.
Dzisiaj również dostałam konstruktywny e-mail od  pana redaktora Mateusza Koprowskiego z Tygodnika Angora, na łamach którego w kąciku poetyckim ukaże się mój wiersz Efemeryczne pragnienie. 
W jakim czasie to nastąpi dokładnie nie wiem, ale na pewno w ciągu trzech kolejnych miesięcy. Zatem zaglądajcie do Angory, a może uda się Wam zobaczyć moją poezję w druku.
Do tego i w/w wydarzenia powrócę niebawem, a teraz ze względu na porę dość późną lecę  w poduszki, by jutro jakoś funkcjonować.
Dobranoc.

niedziela, 29 kwietnia 2012

W gorącej aurze o zimno-ciepłych klimatach wnętrza.

Długo mnie nie było. Patrząc na wpisy, to od ostatniej niedzieli minęło dwa tygodnie. W dzisiejszą niedzielę ostatnią w kwietniu zebrałam się w sobie, by coś napisać. Motorem był wiersz, który za chwilę przeczytacie. 
Przez te dni działo się wiele, a najwięcej pochłaniała mnie praca – remanent, który niestety zepsuł i nastrój i plany. Nie mogłam spotkać się z przyjaciółmi, z którymi bardzo chciałam się zobaczyć i było mi niesamowicie smutno. 
Na szczęście wokół mnie byli również i inni przyjaciele, którzy nie zostawili mnie bez pomocy i Wam Kochani bardzo za to dziękuję.
Tak już jest, że albo są pomocne dłonie, albo ich nie ma. Jedni odchodzą drudzy zostają na zawsze, każdy ma swój wybór i tego dokonuje. Nie łatwo się ze wszystkim pogodzić, ale żyć trzeba dalej dla chwil, które przede mną.
W dniu 9 maja o godz.14:00 spotkam się z moimi dorosłymi czytelnikami, a 10 maja o godz. 10:00 będę czytać bajki i wierszyki dzieciaczkom z przedszkola. Te piękne dni zapiszą się we mnie jak zawsze pięknem niecodziennego przekazu.
Majowa przeplatanka w pracy da mi szansę na oddech chwilowy od niej. Obecna aura, z której wielu się cieszy, jest moim utrapieniem w miejscu pracy, gdzie muszę spędzać czas od świtu do wieczora. Na dodatek znów walczę z katarem i kaszlem. Stres działa na moją niekorzyść pod każdym względem. Na szczęście po wylewach ocznych już nie ma śladu i mam nadzieję, że nie przyniosły szkód większych niż te, które są. O tym dowiem się od okulistki, jak się tam wybiorę.
Powieść chwilowo musi zaczekać, bo nie miałam sił, ani ochoty na pisanie. Chwilami w człowieku coś się zacina, a wtedy trzeba czasu, by się odwiesiło. Dzisiaj, a właściwie od wczoraj chodził za mną wiersz, który czeka na Wasze 
oczy, a zdjęcie przed wierszem zaczerpnęłam z tej storny.
Zapraszam na muzykę, obraz i poezję - ucztę dla zmysłów.







autor obrazu: Włodzimierz Kukliński




W cieniu

w stercie chustek lądują słowa
straciły chęć na uniesienia rzęs
za późna pora - jest tylko na sen.

nie omijam bariery, bo są granice –
różne drogi na ten sam most
zwodzony barwami tęczówek.

pośród wersów zostanę kropką
w ostatnim zdaniu wiersza
and someday in the mist of time.

Napisany 2012.04.29
Autor: Barbara Chomko
To tyle w skrócie co u mnie. Do następnego wpisu i miłych majówek Wam życzę.

niedziela, 15 kwietnia 2012

Niedzielna chwila z wierszem i piosenką.

Połowa kwietnia minęła jak połowa życia szybko i… bezboleśnie? Na pewno nie, bo odczuwanie wpisane jest w strukturę człowieka, którą ktoś kiedyś zaprogramował i wystawił na ciężkie próby. Nawet nie próbuję tego zgłębiać, bo im bardziej tym mniej… 
Mniejsza o to. Mamy wiosnę może nie za ciepłą, ale ja nie narzekam na taką pogodę. Za upałami nie tęsknię. Tęsknię natomiast za… wolnym dniem od pracy, który dopiero nastąpi w maju, ale czasami warto czekać jeśli ma się na co czekać. Jeśli czekaliście na jakiś mój wiersz, to za chwilę przeczytacie dzisiejszy i będziecie mogli usłyszeć to, co mi w uszach gra.  





Ja i ja

przemijam i powracam
do miejsc – tkliwe drogi
prowadzą donikąd

idę wbrew sobie
podzielona na dwie wersje
fabuła pisanej księgi życia

szeleszczących wydarzeń
i cichszych kroków
wśród zimnych prawd.

Napisany 2012.04.15
autor: Barbara Chomko



P.S.  Moja powieść ma już 100 stron A4 i wciąż ją piszę dalej…, a teraz wracam do moich bohaterów.


czwartek, 12 kwietnia 2012

Niecodzienne spotkanie z pisarzem - Danielem Odiją.

W dniu dzisiejszym odwiedziłam Bibliotekę Publiczną w mojej miejscowości, by uczestniczyć w spotkaniu z pisarzem Danielem Odiją.


 fot. Barbara Chomko - Daniel Odija

Sylwetkę Daniela i wrażenia jakie wyniosłam ze spotkania opisałam w zakładce Niecodzienni Ludzie.
Zachęcam do zapoznania się z subiektywnymi odczuciami mojego wnętrza odnośnie w/w autora, którego opowiadania ujęte w książce - " Szklana huta" są w moim posiadaniu.
fot. Eliza Chomko 


Wspaniałe niecodzienne chwile z Danielem przypieczętował osobisty autograf pisarza.

fot. Eliza Chomko


Daniel Odija zapisał się w moim wnętrzu na stałe i chociaż musiał udać się na kolejne spotkanie z innymi czytelnikami, to nadal pozostał w moich myślach i dłoniach niosących książkę jego autorstwa z opowiadaniami, które wzbudzają dreszcz przerażenia, że ta rzeczywistość opisana słowem dzieje się wokół nas niejednokrotnie bardzo blisko.
Daniel Odija to niecodzienny człowiek - pisarz niosący niecodzienne treści o codzienności ludzi z kręgu półświatka, którego egzystencja przebiega nie zawsze różowo, a bywa brutalnie destrukcyjna i bolesna.

fot. Barbara Chomko


Spotkanie obfitowało w dawkę humoru, refleksji i słów, których się nie zapomina.


Wieczór wypełniłam po brzegi słowem pisanym i dawką muzyki, która dzięki Ewuni gra mi w głośnikach.
Pozdrawiam ciepło czytających i zasłuchanych.

niedziela, 8 kwietnia 2012

Wielka Niedziela.



Radosna nowina

uśmiechem nakarm duszę –
nieśmiertelną obudź nadzieję
na wieczność w progach Ojca

biletem – wiara, miłość i dobro
w otwartym sercu zagości
czas przebudzenia z ciszy i mroku.

po każdym przejściu odnajdziesz
Światło – wyzwolenie i sens
w Zmartwychwstałym Chrystusie

weselmy się wszyscy
Alleluja, Alleluja, Alleluja!

Napisany 2012.04.08

autor: Barbara Chomko

Duchowego Zmartwychwstania i Radości Życzę Wam Kochani Czytelnicy.
Wesołych i Spokojnych Świąt.