Maj minął, ale mnie nie mogą ominąć złe przeciwności życia, które odbierają chęć na cokolwiek. Staram się funkcjonować, bo to co wokół mnie się dzieje, nie można nazwać pełnią życia. Ile jeszcze zła, dam radę unieść, sama nie wiem i wolę się nad tym nie zastanawiać, bo wtedy chwilami autentycznie mam dość stawiania stóp na ziemi.
Deszczowa depresja? Nie nazwałabym mojego stanu w ten sposób, bo usilnie bronię się przed rozpadnięciem wnętrza na dobre, które sklejam jak rozbite szkło. Chwile, które kaleczą pozostawiają rany – bolesne. Chwilami nie umiem nawet zebrać myśli, stąd milczenie na moim blogu. Szczegóły pozostawię sobie, bo i tak są one moją bolączką.
Wczorajszy pierwszy czerwca – deszczowy piątek dał mi do wiwatu, ale nie zapomniałam o swoich dzieciach, których nie mogłam zabrać na jakiś fajny spacer, bo pogoda odstraszała. W domu kolejną atrakcją był brak prądu, który cały dzień zanikał na długie godziny. Godziny jednak nie dłużą się, bo znikają jak w przyspieszonym tempie, przypominającym kadry starych filmów. Jednak moje godziny nie bawią mnie. Bo nie miałam prądu, skończył mi się gaz, a herbatę wypiłam dopiero koło dwudziestej pierwszej.
Pocieszam się jednak faktem, że czerwiec dopiero się zaczął i może przyniesie małe chwilki radości, które i tak swoje źródło powstania mają niestety z chwil, w których muszę zaciskać zęby. Być może to jest zawiłe co piszę, ale jestem w pracy, jest zimno, pada deszcz, a moja głowa zmęczona jest od nadmiaru problemów. Wiem, każdy je ma, ale wcale mnie to nie pociesza.
Na dzisiaj i jutro Sokółka zaplanowała atrakcje dla mieszkańców, które mają związek z ówczesnymi Dniami Sokółki, a które teraz odbywać się będą pod inną nazwą ale jej nie przytoczę, bo ma związek z drobiem. No cóż nie ma to jak kurczak, kura i jajko. Koko Koko Sokółka spoko przewija mi się w umyśle. Może dlatego niebo sobie płacze nad tym, iż niektórzy myślą tylko żołądkiem.
Wiem, jeść trzeba, ale czy trzeba to robić publicznie? Mnie nie bawią konkursy w jedzeniu jaj na czas, ale rzecz gustu, a o gustach się podobno nie dyskutuje. Planowane imprezy na powietrzu w tak złych warunkach atmosferycznych będą niewypałem, ale na pewno garstka osób pokusi się na te plenerowe moknięcie wśród drobiu.
Jest godzina dziesiąta, do czternastej jeszcze cztery godziny, ale ja już mam dość siedzenia w zimnej atmosferze dnia. Czasami ktoś oderwie mnie od pisania, w którym wylewam swoje rozterki i nawet zaczynam kichać, ale nie na wszystko, bo wiele jeszcze przede mną.
Pocieszam się faktem, że jutro jest niedziela, która nie zmusi mnie do wyjścia do pracy. Podobno jutro też ma padać deszcz.
Za dziewiętnaście dni zaświeci mi chwilowe słonko w uśmiechach dzieci, dla których staram się wymyśleć miłe spotkanie, by ich nie zanudzić. Mam nadzieję, że dam radę pozbierać się na tyle, by spod mojego pióra powstały niecodzienne zagadki dla nich. Mobilizacja wewnętrzna jest bardzo trudna, kiedy… ale o tym pisałam już na początku.
A teraz, żeby tak całkiem nie dołować Was i siebie, napiszę jeszcze o kolejnym miłym wydarzeniu. Otóż portal e–Literaci wydaje drugą Antologię, tym razem są to Poetyckie Powidoki, w których i ja mam swój udział. Każdy poeta, który chciał, miał szansę zaistnieć w niej z wierszami o swoim mieście lub miejscu na ziemi, które opisał w strofach. Piękna okładka, piękne wydanie już niebawem trafi do moich rąk. To wspaniała niecodzienna przygoda, która codziennie będzie mogła przypominać o ludziach, którzy piórem malują swoje ślady życia.
Adelajda zniknęła z bloga, bo przeszła solidną korektę i w formie książki do wydruku poleciała na konkurs do Świdnicy. Trzymajcie kciuki, by zdobyła nagrodę – tylko jedna książka dostąpi takowego zaszczytu. O wynikach konkursu dowiem się dopiero pod koniec tego roku, którego i tak nie zostało już więcej niż pół.
Wakacje tuż tuż, ale póki co w szkołach trwa jeszcze walka o poprawianie ocen. Mam nadzieję, że moje pociechy dadzą sobie ze wszystkim radę.
Moja córa znów się uśmiecha, bo jej sympatia powraca do zdrowia już w domowym klimacie. Dzielny facet odwiedził także swoją uczelnię. Teraz musi bardzo dbać o swoje zdrowie i uważać na siebie.
Skoro wkraczam na „ścieżki zdrowia”, to wciąż mam przed oczami kałużę krwi kapiącej z dłoni mojego Ojca, który niefortunnie nadział się ręką na ogrodzenie. Po prowizorycznym opatrzeniu rany pojechaliśmy na pogotowie, a tam rękę zacerowano, po czym na drugi dzień wywiązała się infekcja, zdjęto szwy i zaczęło się leczenie, bo organizm taty trawiła bardzo wysoka gorączka.
To tylko garstka wydarzeń z mojego życia, ale jakże „niecodziennych”, prawda?
Widać każdy musi w życiu doświadczać i dobra i zła. Życie – to jedna wielka, wybrakowana machina kombinacji. Pełna usterek, zgrzytów, pisków, chwilami dobra. Wymyślona przez człowieka w taki sposób, by ten nie mógł być z niej zadowolony i nadal chciał ją udoskonalać aż do ostatniego tchu.
Ale na każde nasze patrzenie na świat, ogromny wpływ mają czynniki panujące na zewnątrz. Z wieloma nie umiem się pogodzić. Wcale nie zależy mi na frykasach i luksusach, ale na tym, by móc godnie żyć, a to w dzisiejszej dobie podwyżek cenowych i płacach, które są poniżej średniej krajowej jest nierealne!
Życie w dwudziestym pierwszym wieku przypomina, a wręcz jest tą samą prehistoryczną walką o przetrwanie, tylko na innych zasadach – „bardziej cywilizowanych”. Jednak czy kiedyś, czy teraz obecnie panuje prawo silniejszego. Kiedyś goniono za zwierzyną, która dawała pełny brzuch i skórę do ogrzania ciała, dzisiaj gonimy za pieniądzem, który nie wystarcza na jedzenie, a opłaty przerastają kieszeń, ale tylko tych uboższych. Niestety nie ma równości wśród ludzkich istnień, nie było i nie będzie! Chwilami czuję się jak człowiek pierwotny, który nie znał dnia ani godziny, kiedy dziki zwierz zapragnął rozszarpać go na strzępy. Takim dzikim zwierzem w moim życiu są niesprawiedliwe ustawy, które niszczą mnie jako jednostkę, która nie ma nic wspólnego z wielkim przedsiębiorcami, a musi płacić haracze (składki ZUS) w takiej samej kwocie, co ci wielcy obracający wielkimi pieniędzmi. Mnie rozszarpuje bezsilność i brak wpływu na to, że kiedy czytam o ludziach na stanowiskach (które nic, a nic nie wnoszą do życia) stać na obiady za tysiąc złotych (jednorazowy wydatek!), kiedy tyle wynosi moja miesięczna pensja to opadają mi ręce i wrzeszczę na całe gardło: Niech żyje „sprawiedliwość”!
Tylko, mojego wołania nikt nie słyszy i nie usłyszy, bo świat jest głuchy na ludzką biedę, którą każą nam klepać, ci, którym pieniądz sam się pcha do łap i to za niewielki wysiłek. Ktoś powie trzeba było się w życiu lepiej urządzić, ale ja wiem jedno, że z pracy rąk nie da się osiągnąć spokojnego życia. Smutna to prawda i bolesna, jednak nie każdy się z tym zgodzi, nie każdy się musi zgadzać, a żyć z tym wszystkim i tak trzeba.
Dochodzi dwunasta w południe. Przestało padać, ale jest mi coraz zimniej. Niebo zaczyna się przejaśniać, ale ja wciąż mam ciemny nastrój w głowie, którą nagromadzone sprawy skazują na przedwczesne ścięcie – wyrok albo nagroda za całokształt istnienia.
Wiem, że brzmię dzisiaj jak lawina pesymizmu, ale nie umiem mieć różowych okularów na nosie, które chociaż na chwilę malowałyby inne obrazy – dające siłę i napęd do przyjmowania ciosów, batów, razów, które kaleczą psychikę. Stan ducha gorzej jest wyleczyć, bo tu nie wystarczy ani bandaż ani zaklejenie plastrem.
Prowadzę walkę z życiem o miejsce na ziemi i z samą sobą o to, by nie zwątpić w słuszność chęci bycia, która tli się coraz słabszym płomieniem. Może jeszcze nie zgasnę.
Jestem kosmicznie wytrącona z równowagi, ale mimo to muszę uśmiechać się do ludzi, a to jak sami wiecie nie jest łatwe.
Jestem kosmicznie wytrącona z równowagi, ale mimo to muszę uśmiechać się do ludzi, a to jak sami wiecie nie jest łatwe.
Za chwilę trzynasta, ale czas do czternastej będzie się najbardziej dłużył. By moje pisanie nie wydało się dłużyzną nie do przełknięcia zatrzymam się w tym miejscu, by ruszyć z kopyta do obowiązków kończących moją pracę.
Do kolejnego wpisu, może mniej obfitującego w szarą codzienność, tego mi życzcie.
P.S. Dotarłam do domu, ale w międzyczasie ulewa nawiedzała moje miasto parokrotnie i nadal pada. W ciepłym domu staram się wyciszyć te trudne do okiełznania emocje, które nie biorą się bez przyczyny.
Zapraszam na blogowy wpis z dziecięcej półki.
Zapraszam na blogowy wpis z dziecięcej półki.



.jpg)


