piątek, 11 maja 2018

Listy z wyspy zwanej Niebem - Jessica Brockmole.


Przed chwilą zamknęłam okładki książki (prezentu), ale opowieść (listy) dwojga kochających się ludzi jest we mnie jeszcze tak bardzo żywa, że z trudem piszę te słowa, bo niesforne łzy wciąż zakłócają pole widzenia.
Bo jak inaczej mogłaby przejść przez taką treść osoba iście emocjonalna, taka jak ja? Empatyzująca z uczuciami (odczuciami) bohaterki - poetki. 
Kingo czy czytając opowieść widziałaś w Sue mnie? 
Nie musisz odpowiadać, bo przecież każda kobieta czytająca utożsamia się z bohaterami książek po swojemu. Przyznaję, że dostając taką dawkę wzruszeń, jestem... 
Dziękuję Ci, Kingo, jeszcze raz!

Cudowna książka, to zbiór listów paru osób, ale jakże wspaniale wkomponowanych, by utworzyły tak niesamowicie klimatyczną opowieść.
Powieść pełną refleksji, chwil zadumy, dokonywania wyborów, integracji dusz, psychologii osobowości zachowań w danych momentach, a przede wszystkim miłości, którą rozbudziły słowa.

"Szanowna Pani!

Proszę mi wybaczyć czelność, ale chciałem wyrazić swój podziw dla Pani książki Z orlego gniazda. Przyznaję, że zwykle nie jestem miłośnikiem poezji. Częściej można mnie ujrzeć z wyświechtanym egzemplarzem Hucka Finna czy inną powieścią pełną śmiertelnych niebezpieczeństw i ucieczek. Jednak w Pani wierszach jest coś, co poruszyło mnie jak nic od lat."

Czyż taki wstęp nie jest wystarczającym, by dusza osoby piszącej poezję (moja dusza) nie poczuła dreszczyku adrenaliny i chęci, by te słowa były tylko dla niej? Zapewniam Was, że tak. Siła poezji bywa również niezmierzona jak siła żywiołów. Jej moc i przekaz sprawiły, że Davey i Sue (Elspeth) połączyło ogromne uczucie. 
Klimatyczna i pełna romantyzmu (tylko chwilami słodkiego) powieść jest przepełniona tak iście trudnym, ale magicznym przyciąganiem dwojga kochanków.

"Sue, pomyśl o chwili, kiedy dwoje ludzi zawiera nową znajomość. Muszą przebrnąć przez wszystkie powierzchowne nonsensy, ocenę akcentów i kraciastych marynarek. Przez wzajemne taksowanie wyglądu. Kiedy już uznają się za godnych znajomości, mogą tak naprawdę zacząć się poznawać, wypuszczać pierwsze nieśmiałe umysłowe sondy. Dopiero wtedy dowiadują się, co napędza tę drugą osobę do życia - co pobudza ją do krzyków przestrachu, do śmiechu, do drżenia. Ty i ja mamy szczęście. Nigdy nie musieliśmy zawracać sobie głowy tą pierwszą częścią, wizualną oceną. Przeszliśmy wprost do interesującego etapu. Do wzajemnego poznawania głębi i horyzontu naszych dusz."

Bohaterowie książki z każdym listem poznawali się bardziej, dając szansę, mnie czytelniczce, na uczestnictwo w tak otwartych rozmowach, które narodziły między nimi nierozerwalną więź, bardzo trudną, wielce skomplikowaną, pełną nie tylko radosnych oczekiwań, ale i tych trudniejszych chwil przezwyciężanych siłą uczucia (wzajemnego wsparcia)

"Och, Davey, potrzebuję listu od Ciebie. Potrzebuję dobrego słowa, zabawnego słowa, Twojego zdjęcia w śmiesznej kraciastej marynarce. Muszę zapomnieć, że to wszystko się dzieje.
Elspeth."

"Chciałbym znać właściwe słowa na pociechę, ale wiedz, że one są w moim sercu"

"Sue, musisz znów zacząć pisać. Nie próbuj się zmuszać, ale zatknij ołówek i kartkę za pasek, żebyś - kiedykolwiek i gdziekolwiek wróci do Ciebie natchnienie - mogła się zatrzymać i pisać. Emerson powiedział: "Geniusz to aktywność, która odwraca rozkład rzeczy", i mówił właśnie o poezji. Jestem przekonany, że jeśli zaczniesz pisać, to właśnie będzie to, co pomoże Ci wrócić do normalności, której tak pragniesz."

Z każdym słowem Davey utwierdzał swoją Sue, jak bardzo dobrze ją zna, chociaż tylko z listów (słów) i jak bardzo motywował (wspierał), by nadal potrafiła przelewać myśli w słowa. To piękne i potrzebne wsparcie każdej wrażliwej duszy tworzącej poezję.

"Ucieszysz się zapewne, że skleciłam parę wierszy. Posłuchałam Twojej rady i zaczęłam nosić ze sobą notes i ołówek, i któregoś ranka przy myciu podłogi (jakże przyziemne są czasami te zajęcia!) pojawił się pomysł. Usiadłam na mokrej podłodze, nie zważając, że stygnie mi woda, i napisałam wiersz. Nie jest to może ten "geniusz" Emersona, ale w tamtym momencie zdawał się ujmować moje myśli."

Jak bardzo rozumiem poetkę z powieści wiem tylko ja, a może nawet nie tylko ja.

"Ale wiesz, Davey, wieczory są najgorsze. Siedzę przy ogniu z robótką albo nieprzeczytaną książką na podołku i nie umiem powstrzymać natłoku myśli, nie potrafię nie nasłuchiwać każdego trzasku czy skrzypnięcia. Próbuję kłaść się wcześnie, żeby nie musieć myśleć i czuć samotności, ale nie mogę zasnąć. Przyznaję, że wyciągałam wszystkie Twoje stare listy i czytałam je na nowo, czasami zasypiałam przykryta Twoimi słowami. Dzięki temu czuję, że naprawdę jesteś tutaj i że nie jestem sama. Wyobrażam sobie, że rozmawiamy. To absurd, wiem, skoro nigdy nie rozmawialiśmy naprawdę i nie wiem nawet jak brzmi Twój głos."

Powieść z wojną (tą prawdziwą niosącą spustoszenie i tą wewnętrzną bohaterów) i miłością, dzięki której łagodniejsze wydają się być trudne obrazy panujące w latach pierwszej wojny światowej.

"Dziwnie czyta mi się teraz te wiersze - wszystkie zostały napisane przed wojną. Są tak inne od tematów mojej najnowszej poezji. Nie ma już kwiatów, chmur, letnich dni. Teraz piszę o mroczniejszych kwestiach i emocjach: o samotności, gniewie, ciemnych zimach. Nie wiem czy to dobrze, ale przynajmniej pomaga mi to "pogromić moje smoki", jak to mówią."

Ja powiedziałabym "pogromić demony", ale przecież, to wciąż jeden i ten sam przekaz wyrażania siebie w wierszach.

"Wczoraj wieczorem siedziałam przed chatą i patrzyłam na wschodzący księżyc, z notesem i ołówkiem na podołku. Powietrze w ogrodzie pachniało naparstnicą i wiciokrzewem, i oczywiście słonawym aromatem morza. Było nawet na tyle chłodno, że nie dokuczały mi muszki. Mathair przyniosła mi termos z herbatą i poszła spać. Zostałam na dworze całą noc. Miałam gorącą herbatę i notes. Kto mógłby pragnąć czegoś więcej? Noc wydawała się taka pełna znaczeń, taka przejmująca, była to jedna z tych szkockich nocy, które pozwalają zrozumieć, czemu niektórzy wciąż wierzą w duchy i skrzaty. Byłam niespokojna, czekałam tam na coś, czego chyba nie znalazłam. Kiedy Papa wyszedł rano na udój, znalazł mnie śpiącą; leżałam na ławce pod domem "cała w kroplach rosy, jak wróżka", powiedział. Teraz już wiesz, skąd biorę swoją poezję!"

Teraz już każdy czytelnik będzie wiedział skąd poeci czerpią natchnienie, bo przecież ja wiem o tym od dawna i to nie tylko z powieści.

"Gdybyś Ty wiedział, jak pomagasz mi funkcjonować, jak pomagasz mi wstawać każdego ranka przez sam fakt, że myślisz o mnie. Dzięki Tobie znów zaczęłam pisać, kiedy sądziłam, że moja muza uleciała."
"Naprawdę sądzisz, że musisz mi coś udowadniać? Sądzisz, że musisz robić coś więcej niż tylko być? Tylko o to Cię proszę. Po prostu bądź. 
Myślę o Tobie,
Sue."

Cytując powieść przeżywam ją na nowo, ukazując piękno tak dzisiaj już zapomnianej, ale wtedy jedynej, drogi do bliskości, kiedy odległość dzieliła zakochane serca, a list (telegram) był jedyną formą powiedzenia sobie wielu rzeczy.

"Zatrzymałeś się choć na chwilę, by pomyśleć o mnie z tym wszystkim? O tym, że tak niedawno ofiarowałam Ci serce, ostrożnie, z wahaniem, nie ufając własnym uczuciom, ale bezgranicznie ufając Tobie?(...)
Chciałam tylko, żebyś był. Dlaczego odchodzisz?"

Spośród listów skierowanych do Daveya są i inne. Tak Sue pisała do córki:
"Kiedyś, zbyt dawno temu, zakochałam się. Niespodziewanie, oszałamiająco. Nie chciałam stracić tej miłości. Miał na imię David i jego duszę przepełniało piękno. Nazywał mnie "Sue" i pisał do mnie listy, przypinając emocje do stronic każdym pociągnięciem pióra. Kiedy pisał nie czułam się tak bardzo samotna na mojej małej wysepce."

Dlaczego Sue napisała te słowa córce musicie doczytać sami.

"Zbierałam każde słowo jak koralik, by móc nizać je w jeden sznurek podczas moich samotnych nocy na Skye."

Przecież to własnie słowa potrafią być najpiękniejszym klejnotem, który wywołuje uśmiech. I to właśnie dowodzą czytelnikowi bohaterowie. Pokazują coś jeszcze.

"Poczułem słaby zapach kwiatów i naszła mnie szalona myśl, że być może zadziałało, że na krótką chwilę nasze dusze jakimś cudem pokonały dzielący nas dystans."

"Wszystko to było znośne tylko dzięki jednej rzeczy: szansie, że choć przez mgnienie o północy nasze dłonie połączyły się mimo dzielących nas mil."

Poetka Sue w oczach swojego brata wyglądała iście poetycko:
"Z włosami rozpuszczonymi na wietrze wykrzykiwała wiersze w rozbryzgach morskich fal. Była również dzika  jak sama wyspa."

Wśród wzlotów i upadków na duchu Sue borykała się z tym, co znane jest każdemu piszącemu.
"Próbowałam coś napisać wczoraj - to miało mi pomóc uporządkować uczucia  - ale wszystko brzmiało tak sztucznie. Słowa nie płynęły tak jak wtedy, kiedy byłam z Tobą."
"Czy moja muza uleciała? Czy już nigdy nie będę mogła pisać?"

Jak bardzo David kochał swoją Sue mówią te słowa:
"Powiedziałaś kiedyś, dawno temu, iż mówienie komuś, że będzie się go kochać zawsze, to banał. Czy jest słowo oznaczające "dłużej niż zawsze"? Właśnie tak długo będę Cię kochał."

"Och, mój drogi, mój ukochany. Mój cudowny chłopaku. Mnie - poetce - brakuje słów."

"Bez Ciebie w moim życiu nie ma poezji. Przez cały czas byłeś moją muzą. Zanim Cię poznałam, pisałam poezję piórem i czytelnicy byli nią zachwyceni. Coś dla nich znaczyła. Ale od kiedy poznałam Ciebie, pisałam poezję duszą, i ja sama byłam nią zachwycona. Znaczyła dla mnie wszystko."

I tak uwierzcie mi, że mogłabym przepisać tu całą książkę, by kolejny i znowu kolejny raz przeżywać wszystko od nowa.
Celowo pominęłam wiele ważnych wydarzeń, wiele trudnych chwil z korespondencji tych dwojga, ale tylko po to, byście sami mogli się wszystkiego dowiedzieć. Ta historia jest warta poznania. Ta historia kończy się... no właśnie tego Wam nie napiszę.
Cudownie ujmującej lektury życzę każdemu czytelnikowi. Gorąco polecając coś, co czyta się szybko i... sami się przekonajcie, jaki tworzy klimat.

Jak bardzo przeżyłam spotkanie z bohaterami powieści, w jakimś stopniu, pokazałam Wam to w tym oto wpisie. 
Pozdrawiam ciepło.



środa, 9 maja 2018

Taka niespodzianka - list od (do) przyjaciółki.

Sokółka 2018.05.08

Kochana Kingo!

           Jesteś Wspaniała! Dlatego pozwól, że swoją wdzięczność wyrażę w ten sposób. Ty wiesz, że jako fascynatkę epistolografii zawsze poruszały mnie pozycje książkowe, w których listy trafiały do mojego serce. One robią to do teraz. Zawsze z podwyższonym pulsem otwieram kopertę, by móc ujrzeć jej zawartość.
           Dzisiejszy bardzo trudny dzień dla mnie (choroba wnusiów, moje złe samopoczucie), który praktycznie przespałam, zakończył się pięknym wieczornym spacerem na pocztę, a tam moje oczy ujrzały kopertę. Uwierz, że widok takiej koperty potrafi przyprawić o gęsią skórkę. 



Z kopertą w ręku pobiegłam do Elizy, bo przy okazji zaniosłam jej to czego potrzebowała, by tam ją otworzyć. Moje małe kaszlące skarby dostały ode mnie książeczki, które uprzednio im przygotowałam, ale mimo to razem ze mną uczestniczyły w otwieraniu koperty, z której wyskoczyły piękne niespodzianki.


Twoje słowa wzruszyły, czekoladki dały chwilę słodyczy, a książka wywołała uczucie zachwytu, bo moje marzenie się spełniło. Tak bardzo chciałam ją mieć i... mam!


 Kolejną niespodzianką w kopercie, była poezja Elizy Segiet, którą mieć w swoim zbiorku, to miłe wyróżnienie, tym bardziej, że tomik jest z autografem autorki.
Kochana Przyjaciółko, dziękuję Ci, że dostąpiłam takiego zaszczytu, by móc przeczytać Twoją wypowiedź zawartą w tej oto książce.



Wspaniała Moja Kingo, moją radość otrzymałaś na gorąco, kiedy po odebraniu przesyłki wysłałam Ci mnóstwo serduszek. Musisz wiedzieć, że dzisiaj, kiedy zmagałam się z bólem gardła i ciała, i chciałam go przespać, Twoja wiadomość kazała mi stanąć na nogi i wyjść z domu. Dzięki Tobie, przesyłce, mogłam wracać do domu bardzo późnym wieczorem, który był tak ciepły jak Twój gest, Twój podarunek. Jeszcze teraz w rozgorączkowaniu (może autentycznej gorączce) czuję wędrówkę pod ciemnym niebem, ale z szelestem stron, listów, które uwielbiam czytać.
               Kingo, z całego serca dziękuję Ci za niespodziankę, uśmiech, którego dzisiaj tak bardzo mi brakowało, ale Ty wiesz...

Twoja Przyjaciółka Basia.




P.S. Dzięki Tobie mogłam oddychać nocnym powietrzem, zatrzymać się koło biblioteki, w miejscu, które przypomniało, że byłyśmy tam razem. Rośnie tam piękna brzoza, która przypomina minione chwile.



niedziela, 29 kwietnia 2018

"I że cię nie opuszczę" - Michelle Richmond


"Za chwilę pustynia zacznie falować nieznośnym żarem, 
a piasek będzie parzył nasze stopy."

Książka "I że cię nie opuszczę", która otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Otwarte, a którą wczoraj doczytałam do ostatniej kartki jest pozycją z mojej czytelniczej półki.
Thriller psychologiczny, to czterysta osiemdziesiąt pięć stron podzielonych na krótkie rozdziały, które są dużą zaletą w przyswajaniu treści. Skutecznie pobudzają umysł do tego, by po skończeniu jednego natychmiast czytać kolejny. Narratorem książki jest jej bohater Jake. Opowieść z punktu widzenia psychologa, mężczyzny, męża potrafi wzbudzić ciekawość i zarazem zdziwienie, które niweluje fakt, że autorką książki jest kobieta. W moim odczuciu męskość bohatera bywa chwilami zdominowana cechami kobiecymi, ale z drugiej strony powieść oparta na realiach czasu teraźniejszego, w jakimś stopniu na pewno oddaje charakter płci męskiej, która posiadając takie właśnie kobiece przymioty, jest charakterystyczna dla naszej epoki.
Powieść czyta się szybko, z napięciem, z chęcią zgłębienia: co dalej? dlaczego? i nasuwającymi się przemyśleniami: czy przewidywania okażą się prawdziwe?
Książka, to nie tylko opowieść, to również zagłębienie się w ludzką psychikę zachowań w obliczu pewnych sytuacji: wyborów życiowych, stresogennych, dominujących, ryzykownych, nieprzemyślanych, spontanicznych.
Analiza zdarzeń może posłużyć jako wskazówka, jako refleksja, jako coś nowego, jako coś nawet absurdalnego, ale przecież możliwego, bo nieprzewidywalność ludzka istniała i istnieje tak samo, jak każdy czytelnik mający prawo do własnego odbioru pozycji.
Pomimo chwilowej irytacji, która dopadała mnie podczas czytania, starałam się patrzeć na wszystko z perspektywy umiejscowionych w powieści postaci i sytuacji, w jakiej się znaleźli na własne życzenie?


Nieprzemyślane decyzje, które zawsze ekscytujące, zdarzają się w każdej codzienności i wbrew rozsądkowi. Siła "Paktu", i wszystko to co się z nim wiązało, wywoływała zatrwożenie, ale, jak już wiadomo, człowiek to istota podatna na manipulacje. Psychologia dowiodła to wieloma eksperymentami, które mogą wywoływać mieszane odczucia, jeśli działalność ludzi przeprowadzających wymyka się spod kontroli.


Jakim był "Eksperyment szklanej klatki" dowiecie się czytając książkę.
Co wyniosłam z powieści?
Fakt, że mimo wszystko obcowanie z szelestem kartek, muzyką, słowem nie był czasem straconym, że warto żyć dla siebie, a nie dla jakiś zasad. 
Zakończenie książki wywołuje niepewność i dreszcz emocji, bo fakt, którą drogą pójdą nasi bohaterowie, wcale nie jest taki oczywisty. Książka zostawia miejsce na kontynuację, bądź staje się drastycznym zakończeniem, które zmanipulowany umysł czytelnika może sam utworzyć.
Refleksja: 
Na słowo: "przyjacielu" sztywnieję i czuję niechęć do osoby wypowiadającej.
Dlaczego? Musicie dowiedzieć się o tym sami.
Zachęcam do treści i swoich własnych przemyśleń.

poniedziałek, 20 listopada 2017

Codziennie


moich niecodziennych treści