czwartek, 14 lipca 2016

Książka z mojej półki.

Czytający mojego bloga (przed zniknięciem wpisów) wiedzą, że listy i ja, to poetyckie przekazy do adresata. Nie zaprzeczę, a nawet potwierdzę, że uwielbiam je pisać. Oczywiście w sposób niekonwencjonalny, niosący znamiona mojej epistolarnej osobowości.

To tyle wstępu, bo w dzisiejszych słowach, które za chwilę będziecie mogli (jeżeli zechcecie) przeczytać, nakreślę parę słów o książce Denisa Theriaulta
pt. "Zadziwiająca historia samotnego listonosza".



O wglądzie w treść książki marzyłam od dawna, a kiedy wczoraj mi ją przyniosło, to poczułam, że nawet Środa może być miłym dniem. W nawiązaniu do środkowego dnia tygodnia zapraszam Was do poczytania mojego felietonu umieszczonego wczoraj na moim drugim blogu. Tam jednak nic o wyżej wymienionej książce nie znajdziecie. 
Dlatego dzisiaj dzielę się z Wami, nie streszczeniem tego, co przeczytałam, a moimi (nie wszystkimi) odczuciami, jakie pozostawiła lektura.
Na pewno nie czuję zawodu, a wręcz zachwyt nad tym, że książkę "połknęłam" jednym tchem (nie jest zbyt gruba), bo styl pisania autora, odpowiadał mi pod każdym względem. Moja poetycka dusza odnalazła w niej nie tylko prozę codzienności bohatera, ale również jego zamiłowanie do słowa pisanego.
Jeśli ktoś z Was stawia pierwsze kroki w haiku, bądź jest pasjonatem pisania w tym stylu, to ta książka z całą pewnością jest dla niego. 
Opowieść ma w sobie niesamowitą głębię, którą strona po stronie można odkrywać. A kiedy zdawałoby się, że mimo napięcia, emocjonalnego szarpnięcia dotrzemy do happy endu, to... nagłe deja vu skłania nas do refleksji albo zamyślenia, a nawet pewnej przewrotności myślowej, w której zakończenie zaczynamy tworzyć sami na swój sposób.
Pewnie po tym, co tu napisałam odczujecie niedosyt, ale moja zdawkowa relacja, jest tak szybka, jak szybko przyswaja się treść książki. Po tę książkę winny sięgać osoby, które są uwrażliwione na słowo, poezję i miłość.
Zapewniam Was, że piękna, delikatna okładka zawiera w sobie niesamowicie mocną treść, ale napisaną doskonałym piórem. Kiedy moje oczy zatrzymały się na końcowych literach, w myślach pytałam autora dlaczego tak? 
Jednak kolejna refleksja zrodziła się szybko i poznawszy zamysł autora już wiedziałam, że własnie po to, by książka miała strukturę koła, zapętlenia, po którym można krążyć myślami i rozpamiętywać zapisaną historię.
Będąc ciekawa odbioru treści książki przez innych czytelników, będę wdzięczna za każde słowo o książce w komentarzu.

A teraz, jak zawsze, pozdrawiam Was i zapraszam na ścieżkę muzyczną, którą idę układając emocje i doznania wynikłe nie tylko z tej oto lektury.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz