sobota, 7 stycznia 2017

Pasażerowie.


„Pasażerowie” to dzisiejsi goście, nie tylko mojego komputera, ale przede wszystkim mojego umysłu, którym pozwoliłam na opowiedzenie historii, nakręconej przez zespół filmowców.



Fabuła filmu wzbudziła we mnie coś w rodzaju radości, ale i zawodu, że to nie jest film na podstawie mojej powieści, bo pomysły na: podróż kosmiczną, proces hibernacji, najjaśniejszą gwiazdę we Wszechświecie, główną bohaterkę  pisarkę, imię Artur (z tymże w filmie imię te nosi mężczyzna ‒ robot, a przecież wątek opowiadający o tym, że Artur z mojej powieści jest humanoidem, też wplotłam do swojej powieści) są również w mojej powieści „Wybrani”  pisanej w latach 2013‒2014, a film wszedł na ekrany dopiero w grudniu 2016 roku. No cóż widać nie tylko ja miewam kosmiczne pomysły (i to takie bliźniacze pomysły) z miłością w tle.
Od zawsze, i od dzisiaj, marzę, by kiedyś moja powieść doczekała się druku, myślę że ona też nadawałaby się na nieziemsko kosmiczną ekranizację, wystarczyłoby dodać (tak jak w filmie „Pasażerowie”) mnóstwo efektów dźwiękowych, komputerowych i fani romantycznych wersji filmowych w kosmicznej scenerii, mieliby taką samą dawkę emocji, które towarzyszą w filmie „Pasażerowie”.
Nie ukrywam, że film przywołał żywe wspomnienia, bo kiedy pisałam swoją powieść przemierzałam kosmos za pomocą wyobraźni. Na pewno film tworzy opowieść o innej treści niż moja, ale czyż poprzez to, że są tak bardzo podobne wątki nie mogę być na tyle poruszona, że mam poczucie, jakby ktoś wykradł mi pomysł z mojego umysłu? Jednakże wiem, że wiele filmów, książek niesie ze sobą mnóstwo podobieństw czerpanych nie tylko z ziemskiej egzystencji, ale również bujania w obłokach.
Film „Pasażerowie” to przede wszystkim emocje towarzyszące ludziom od zawsze. To studium psychologiczne, bo przede wszystkim psychika człowieka gra w nim najważniejszą rolę.
I tak jest w mojej powieści. Na poparcie moich słów zacytuję kilka fragmentów z mojej trzeciej części powieści „Wybrani”:

„– Proces hibernacji ma swój określony czas, bo to nie krionika.
– Wiem, ale nie umiem żyć ze świadomością, że jestem niekochana.
– Musi pani wiedzieć, że hibernacja niesie ze sobą odczuwanie przeraźliwego zimna, które boli, aż do utraty świadomości i może nawet wystąpić krytyczna hipotermia.
– Ale jednak może być pomocna przy zawale w celu ratowania życia prawda?
– To prawda, ale pani nie wymaga już ratunku fizycznego tylko psychicznego, Emilio.
– Chcę się zahibernować!!! Teraz, natychmiast!!! – wrzeszczałam w niebogłosy, bo tak bardzo bałam się żyć bez widoku tego, co było najbardziej kochane.”

„– Cały świat mi zobojętniał, doktorze.
– To niedobrze, Emilio, bo  po hibernacji bardziej będzie pani podatna na efekty uboczne.
– Jakie to są objawy?
– Na pewno osłabienie organizmu, lekki szok i dezorientacja.
– Ile może trwać najdłuższa hibernacja, doktorze?”


„– Gdzie my właściwie jesteśmy? – zapytałam.
– W rozległym gwiazdozbiorze północnego nieba zwanym Wolarzem i musimy dotrzeć do jego najjaśniejszej gwiazdy.
– Nie, no proszę cię, co ty tu mi opowiadasz? Czy w stanie obumierania mam się wpatrywać w gwiazdy? – Pociemniało mi w oczach, w których rzeczywiście ujrzałam świetliste przebłyski.”

„– Emilio, za chwilę spotkasz się z Arkturem.
– A kim on jest?
– Arktur to najjaśniejsza gwiazda w gwiazdozbiorze Wolarza, a trzecia z tych najbardziej widocznych na nocnym ziemskim niebie. Można by go nazwać pomarańczowym olbrzymem, bo jego moc promieniowania jest nawet większa od tego słonecznego.
Poczułam jak w mojej głowie dzieje się coś, co wywołuje przedziwne skojarzenia.
– Arktur, Arktur, Arktur… – powtarzałam w myślach jak nakręcona katarynka i zapytałam: – Dlaczego ta gwiazda ma właśnie taką nazwę?”

„Piękne światło Arktura przyciągało kolorem miłości, a ja urzeczona tym widokiem topniałam na myśl, że to właśnie Arktur daje mi tę najpiękniejszą moc i ogrzewa moje przemarznięte ciało.
– Kim jesteś, Arkturze ? – zapytałam trochę onieśmielona jego pięknem.
– Witaj, Emili, jestem gasnącą gwiazdą, która kiedyś przestanie świecić, ale dopóki świecę robię to z coraz większą mocą, aż do całkowitego wypalenia.
Po tych słowach poczułam wielką empatię z Arkturem, moim ciepłem, które przypominało mi tak wiele z ziemskiej egzystencji, za którą znów zatęskniłam.”

To tylko namiastka tego, co niesie moja powieść, którą z chęcią poleciłabym (i polecam w  przyszłości) do przeczytania.

W obejrzanym przeze mnie filmie wystąpiły zaledwie cztery postacie: Aurora, Jim, Arthur i Kapitan statku, ale właśnie ci ludzie pokazali, co tak naprawdę potrzebne jest człowiekowi do szczęścia, którego szukamy przez całe życie. Oczywiście chodzi tu o bliskość, zrozumienie, potrzebę miłości i akceptacji. Swojego tzw. miejsca na Ziemi jesteśmy w stanie szukać nawet w kosmosie.
Podróż Międzygwiezdnym Statkiem Kosmicznym AVALON, już na wstępie sygnalizuje, że ten statek, to istny raj dla jego pasażerów, ale jak to z każdym rajem bywa, gdzieś tam zawsze może czyhać niebezpieczeństwo.
Komory hibernacji dają poczucie zatrzymania czasu, który płynąc swoim rytmem nie zmienia tych uśpionych (wybranych) lecących do „krainy szczęścia”. Nagła kolizja burzy panujący ład i porządek w statku. Budzi się człowiek (Jim), a  z nim jego zmagania z psychiką. Proces jego hibernacji przewidzianej na sto dwadzieścia lat zostaje niemożliwy do kontynuacji. „Zagubiony w przestrzeni” łaknie uczucia drugiego człowieka. Po roku życia w samotności, toczy walkę z pożądaniem i obudzeniem (śpiącej królewny) pięknej pisarki, której słowa wchłonął zanim to zrobił.
„Czy nigdy nie czytałeś czegoś i czułeś, że to napisane dla ciebie?” (jakże to bliskie temu co napisałam w powieści) Jim pyta Androida Arthura, który nie znając uczuć, nie umie mu na to pytanie odpowiedzieć.
„Poznałeś perfekcyjną kobietę, ale kompletnie poza twoim zasięgiem” tymi słowami Arthur daje mu do zrozumienia, że tylko Jim jest zakochany w Aurorze (w mojej powieści było na odwrót).
I tak dwoje ludzi, właściwie skazanych na siebie i wielką podróż bez końca w swoim towarzystwie, muszą zmierzyć się z tym, co niesie im los.
„Nie byliśmy przygotowani na nasze spotkanie, ale to się stało.” (z moimi bohaterami było podobnie)
„Avalon będzie okrążał gwiazdę Arcturus”, a wtedy Jim i Aurora wpatrują się w ognistego olbrzyma, po czym Jim mówi „Wszechświat jest prezentem dla ciebie” (w mojej powieści Emilia wpatruje się w Arktura i nawet z tą kulą ognia rozmawia, dając tym samym Arturowi kawałek Wszechświata w prezencie).
Bohaterowie pomimo wielu trudnych sytuacji dzielnie znoszą brak grawitacji (moja Emilia też dzielnie ją zniosła).
Film kończy się puentą, która niesie przesłanie, że nie ważne gdzie i w jakich okolicznościach przyjdzie nam żyć, byle wzajemnie się kochać, wspierać i być dla siebie do ostatnich dni życia.
Żeby ogarnąć treść filmu, trzeba się z nią zapoznać, żeby zapoznać się z treścią mojej drugiej i trzeciej części trylogii, musicie jeszcze poczekać, a zapewniam, że warto, bo dzieje się o wiele więcej niż w filmie, tylko trzeba umieć, czytając, pobudzić swoją  wyobraźnię, a efekty specjalne same dadzą znać o sobie.

„– Przecież wciąż dokądś pędzę!  – wrzasnęłam i zamarłam, bo moim oczom ukazała się kolejna wizja, która nie była szekspirowskim dramatem z balkonową sceną, a wielkim napisem brzmiącym:
DWÓR ARTUSA

Wiedziałam przecież, że ta nazwa nawiązywała do celtyckich wierzeń, legend, o królu Arturze, ale jaki to miało mieć związek z moimi poszukiwaniami, jeszcze na ten moment nie mogłam tego zrozumieć.”


I na tę chwilę tylko ja, bądź nieliczne grono osób podczytujących powieść na moim blogu wiedziałoby dlaczego ten film wywarł na mnie, takie a nie inne, wrażenie.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz