poniedziałek, 17 lipca 2017

Przewrotnie...


W akacje

z zieloną nadzieją, że inni też się zaśmieją
zaglądam, by trasę wywróżyć,
bo w życiu się trzeba zadużyć.

A potem, ociekać, za płotem,
gdy w strachu, że cichsza od mumii
ukrywa się od kalumnii,

że jak to, tak można z ostrożna
szkicować mapy i myśli,
że nie wodospad a prysznic?

A ja się sobie nie dziwię i chciwie
zakładam na plecy banały,
na chwilę, by rozum mały

dogonił i pławił, nie stronił
od szczytów skalistych do pola
popisu słowem, gdy rola

jest jakby taka naiwna i może nawet dziecinna,
to jednak szumiąca falą,
przygodą tych, co się chwalą.

Nie będę przecież zazdrościć i złościć,
że życie moje klepane,
i w stałym miejscu zostanę.

Bo po co zwiedzać, wyprzedzać,
jak wszystko z groszem się wiąże
i nie chcę wiedzieć czy zdążę

gdziekolwiek ruszyć, poruszyć
najtkliwszą pośród wypasu,
też mogę!  Też mogę ścieżką do lasu.



2017.07.17

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz